Ostatnie już tegoroczne spotkanie sympatyków rowerowych przygód okazało się bardzo nadzwyczajne. I to nie ze względu na piękną wrześniową pogodę, bo ta – zamówiona !! – towarzyszyła wszystkim tegorocznym edycjom rajdów.

Przede wszystkim na rajd przybył (z rowerem!) Wicemarszałek Województwa Małopolskiego Leszek Zegzda, i co oczywiste, wystartował w rajdzie! A potem zaczęliśmy liczyć nowosądeckie rekordy. Nie była to jednak liczba uczestników (184), bo tu Małopolska Południowa i Wschodnia jeszcze długo uczyć się musi od Małopolski Zachodniej, ale:

  • był to dziewiąty rajd w jednym roku (przypomnijmy – w 2014 było ich 5, w 2015 – 7)
  • zawody dla dzieci były prawdziwym Tour de Pologne – w grupie najmłodszych chłopców wystartowało aż 27 „zawodników” – najwięcej w historii rajdów
  • choć trasy długie nie były, to przewyższenia – szczególnie na trasie midi, były największe w historii rajdów
  • no i niejako na deser rekord chyba nie tylko rajdu, ale i świata w przejechaniu 5 metrów na jednym rowerze! Najpierw poprawiony został rekord z Trzebini z ubiegłego roku (6 osób), a potem – niewiarygodne – trasę przejechało na jednym rowerze aż 7 osób !! Wiwatom nie było końca. Ten rekord utrzyma się chyba długo.

Ale po kolei. Od rana do uroczego Miasteczka Galicyjskiego w Nowym Sączu, gdzie było biuro rajdu, napływały grupy rowerzystów, zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych, bo na parkingu widziało się liczne rejestracje krakowskie, ale też wypatrzyliśmy tradycyjnie Ślązaków i sąsiadów z Podkarpacia. Komisarze Rajdu Jerzy Klinik i Agata Gibek starannie przygotowują wszystkich do imprezy. Szczegółowo omawiają zawiłości trasy, instruują o zasadach obowiązujących w czasie jazdy. Przypominają, że rajd nie jest wyścigiem, że obowiązują wszystkich przepisy ruchu drogowego, że każdy jedzie w swoim tempie i wybraną oznakowaną trasą, a kolumnę otwiera pilot, którego nie należy wyprzedzać. Nie można też zostawać za samochodem z napisem „koniec rajdu” i ambulansem. Pani Agata zwraca uwagę, by każde dziecko miało obowiązkowo kask (kto nie ma – może wypożyczyć), który zalecany jest także uczestnikom dorosłym. I rzecz najważniejsza – podkreśla: „dzieci muszą być stale w zasięgu wzroku rodzica, na całej trasie!”

W samo, wyjątkowo jak na wrzesień ciepłe, południe, starter Tomasz Wójcik chorągiewką daje sygnał do jazdy.

Wcześniej Wicemarszałek Województwa Małopolskiego Leszek Zegzda otwiera rajd i zachęca wszystkich do zdrowego trybu życia, będąc sam tego najlepszym przykładem, bo przemawia … z rowerem, na którym wyruszy na trasę. Pan Marszałek powróci po niespełna dwu i pół godzinie w świetnej formie i wraz z Prezesem Kosickim dokona wręczenia regulaminowych nagród i wyróżnień! To kolejna okazja do spotkania Pana Marszałka w mniej oficjalnej sytuacji, nie w gabinecie, ale na rowerze! Jak zresztą podkreśla, udzielając nam krótkiej wypowiedzi „to dla mnie nie jest nic nadzwyczajnego, lubię taką formę ruchu i korzystam z każdej okazji, by pokonać kilka kilometrów. Cieszę się, że inicjatywa Województwa Małopolskiego z roku 2014 przynosi tak wspaniałe efekty! Tyle rodzin, tyle dzieci, tylu seniorów i wszyscy radośni, połączeni ideą aktywnego spędzania wolnego czasu”. Spiker rajdu Andrzej Kotlarz żegna kolarzy, a tradycyjne gwizdki, dzwonki, radosne okrzyki stanowią niepowtarzalny koloryt właściwy chyba tylko rodzinnym rajdom

Rajdowicze są na trasie, chwila wytchnienia dla organizatorów jest tylko pozorna. Daria Bryg przelicza karty zgłoszeń, wyszukuje najstarszego i najmłodszego kolarza. Marta Wójcik z synem Michałem przygotowują medale i wodę mineralną by na mecie każdy uczestnik został udekorowany i ugasił pragnienie. Jan Blańda zarumienia kiełbaski, smażą się frytki – wszystko po to by po wysiłku zaspokoić także ubytki kalorii.

Mija dokładnie 38 minut i na zakręcie z ul. Lwowskiej do Miasteczka pojawiają się pierwsi kolarze. Gdzieś instrukcje Agaty Gibek zostały zapomniane i oglądamy iście kolarski finisz. Robert Wielgus z Chabówki niespełna dziewięciolatek wyprzedza „na kresce” dziesięciolatka Patryka Hebdę. Nowosądeczanin Patryk nie gniewa się z tej „porażki” – jestem przecież u siebie i trzeba uszanować gościa – śmieje się. Robert na metę przyjechał pozostawiając w tyle mamę Angelikę i kuzyna Przemka. Mama kolejny raz towarzyszy synowi w rajdzie, tata pilnuje gospodarstwa domowego, a Przemka zabraliśmy do auta by i on przekonał się jak to fajnie jest na rodzinnym rajdzie! Z Patrykiem trasę przejechał wujek Maksymilian, który podzielił się z nami wrażeniami z trasy mini. „To było tylko, ale też aż 14 km. Takie sformułowanie bierze się z tego, że było dużo podjazdów, ale także i ostre zjazdy. Namiastka prawdziwego kolarstwa. To już nasz drugi udział w rajdzie, w zeszłym roku zmokliśmy tutaj niemiłosiernie, teraz też jesteśmy zmoczeni, ale własnym potem – upał dał się solidnie we znaki”.

Na metę przybywa liczna grupa, którą rozpoznajemy ze startu w Niepołomicach – to Dorota Machnik z córeczką Zuzią. Sześcioletnia Zuzia zmęczona i zdradza, że przestraszyła się mocnego podjazdu, ale jakoś z pomocą mamy, cioć i wujków dała radę. Medal cieszy i już namawia Mamę by na wiosnę pojawić się na trasach kolejnych rajdów! Czekamy nie tylko na Was ale na wszystkich. Pani Dorota wyjawia, że na trasie jest jeszcze liczna nasza grupa. „Przyjechaliśmy do Miasteczka Galicyjskiego w sile kilku rodzin, a uzbierało się nam 22 kolarzy w przedziale wiekowym od lat 5 do … sama nie wiem”. Kolejni zachęceni udziałem w Niepołomicach członkowie Grupy „80 rowerów z Krakowa’. Sporo na ich temat w relacji z poprzedniego rajdu, teraz nazbierało się nas także ponad pięćdziesiątka, a na przyszły sezon planujemy bicie kolejnych rekordów uczestnictwa!

Krakowska rodzina Wilkoszów to Grażyna i Marcin z córką Mają (7 lat) oraz Paweł – brat Marcina z synami Tomkiem lat 10 i Szymonem lat 6. „Poznaliśmy na trasie miejscowych czyli Monikę i Pawła wraz z córką Emilią i synem Wiktorem Szewczyków. Dzięki ich znajomości trasy jechało się nam przyjemnie i wesoło – to nasz pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz”.

Spiker Andrzej Kotlarz gromko wita najstarszego dziś kolarza. To Mieczysław Adamik. Przyjechał z Tarnowca koło Jasła. Zmęczony Pan Mieczysław przejechał trasę midi – 27 km. Pytamy co skłoniło Go do udziału? Za dwa tygodnie mam 68 urodziny, postanowiłem sobie zrobić prezent i spróbować sił w tym rajdzie, o którym dowiedziałem się z internetu. Takie pochlebne opinie, więc trzeba zobaczyć. I muszę powiedzieć, że wszystko co wyczytałem to prawda, a jeżdżę praktycznie od dziecka, przejechałem kilka tysięcy kilometrów i wrócę – jak tylko zdrowie pozwoli – za rok! Poznajemy też najmłodszą uczestniczkę – to krakowianka Antosia Wilkosz.

Przyjeżdżają kolejni niezwykli uczestnicy. Pierwsi z nich to Małgorzata i Bogdan Szyszkowie. Przyjechali już na trzy godziny przed startem z Krakowa. Pan Bogdan w pięknej kolarskiej koszulce z napisem „1008 km Świnoujście – Ustrzyki Dolne”. Tak to prawda – to zwycięzca supermaratonu w 2006 roku! Na pokonanie tego dystansu potrzebował dokładnie 38 godzin i 46 minut! A w ogóle supermaraton przejechał czterokrotnie, teraz udziela się w tej imprezie w charakterze sędziego. Mam także w nogach inny Maraton Dookoła Polski. „W 2009 roku 3130 km przejechałem w 9 dni i 8 godzin. A już z żoną przejechaliśmy praktycznie całą Europę. Ostatnio to był Paryż, przez Berlin, Amsterdam. Kilka lat temu dotarliśmy przez Budapeszt, Belgrad, Brindisi, Wenecję, Innsbruck, Wiedeń, Pragę do domu w Krakowie! Do Sącza przyjechaliśmy po raz pierwszy i musimy podkreślić, że organizacja rajdu jest wzorowa, trudne wymagające trasy, a żonie największe problemy sprawiały nie podjazdy ale zjazdy!”

Kolejny wielce interesujący tandem to małżeństwo Urszula i Marian Arendarczykowie. Przyjechali z Niedzicy, a ostatnio (stąd piękny kolarski strój) brali udział w VIII Międzynarodowej Pielgrzymce z Zakopanego na Hel. „W ciągu dwóch tygodni przejechaliśmy ponad 1200 km, a ten nasz dzisiejszy start to niejako zadośćuczynienie za to, że nie byliśmy na własnym rajdzie w Niedzicy. W przyszłym roku już na pewno częściej pojawimy się na kolejnych etapach tego wspaniałego rajdu, i jeszcze kogoś tam namówimy ze znajomych! Dla nas wielkim przeżyciem były piękne widoki, wspaniałe miejsca kultu religijnego – słowem to prawdziwa turystyka z elementami poznawania Małopolski.”

Zaczynają się zgłoszenia do zawodów dla dzieci. Tłoczno – wielu chętnych. Przyglądam się procedurze zgłoszenia przez Mamę Joannę swych pociech. Pięcioletni Adaś otrzymuje nr 3433, dwa lata starszy Olek przypina nr 2875. Nad wehikułami czuwa Tata Mateusz – trzeba wszystko dokręcić by w czasie „wyścigu” wszystko było OK! „Żałujemy, że nie przejechaliśmy trasy, ale o rajdzie dowiedzieliśmy się niemal w ostatniej chwili z internetu, a w przyszłym roku na pewno nie przegapimy już takich okazji. Synowie o to zadbają! A tak przy okazji jako Nowosądeczanie zapraszamy na nasze trasy – jest tu naprawdę pięknie i jest tyle możliwości dla każdego miłośnika dwóch kółek”.

O 14.45 cały peleton dzieci udaje się pod osłoną organizatorów do Piątkowej, gdzie zostaną rozegrane prawdziwe kolarskie zawody. Emocji co niemiara! Odbywa się aż 5 wyścigów, 3 dla chłopców i 2 dla dziewczynek. Po powrocie bo „bazy” wszyscy „kolarze” otrzymują piękne dyplomy z rąk Pana Marszałka Leszka Zegzdy, a zwycięzcy wznoszą w górę z dumą puchary.

A potem zaczyna się mnóstwo zabaw i konkursów: na najładniejszy dzwonek, na najwolniejszą jazdę, ciągniecie szynki za rowerem na czas, fałszywy rower, rowerem do nieba – do każdej konkurencji długa kolejka rozbawionych dzieci – i nie tylko. No i rekord !!! – najpierw rodzina Rutkowskich przejeżdża trasę w „6”, a potem Wilkoszowie pakują się na rower w „7” i też pokonują regulaminowe 5 metrów.

Ale już zbliża się godzina 17.00, czas pożegnać gościnny Nowy Sącz, żegnamy też III edycję Rodzinnych Rajdów Rowerowych. Niebawem powrócimy z relacją, która podsumuje wszystkie etapy tegorocznego projektu, słowem – przeżyjemy to jeszcze raz!