przygody

Ferie na Teneryfie

Podziel się tym artykułem:
DSC02451

Od dawna marzyłam o takich feriach … Słońce, plaże, piękne krajobrazy, świetne podjazdy i pierwsze jazdy na rowerze szosowym- warto było zrobić sobie w zimie wakacje i doładować się porządną dawką energii zanim sezon rozkręci się na dobre.

Pierwsze wrażenia po przyjeździe na Teneryfę

Po całonocnej podróży pociągiem i locie samolotem, po południu lądujemy wreszcie z Jarkiem na Teneryfie. Już od wyjścia czeka mnie przyjemne zaskoczenie- podmuch ciepłego wiatru, słońce i palmy bujające się na wietrze. Jak przyjemnie! Czeka nas 10 cudownych dni na Teneryfie!

Lekko jeszcze zagubieni pakujemy się w El Medano do autobusu, którym dojeżdżamy do Arony. Jest to niewielkie, spokojne miasteczko położone na wysokości 600 m n. p. m. Wynajmujemy u Sergio małe mieszkanko.

DSC04152
DSC02181
DSC03916

Lokalizacja jest super! Blisko gór, a już od wyjścia z domu można od razu wbić się na długi podjazd.
Rano przyjeżdża Greta z szosami, które wypożyczyliśmy na kilka dni. Właściwie to nigdy nie jeździłam na rowerze szosowym, więc jestem mocno podekscytowana pierwszymi testami. Zależy mi na tym tym bardziej, że niedługo do Polski przyjdzie zamówiona przeze mnie szosa. Świetna okazja, żeby się sprawdzić już teraz! Jak to zwykle bywa od razu rzucam się na głęboką wodę, a raczej…. na długie podjazdy:)

Okolice wulkanu Teide- długie podjazdy i księżycowe krajobrazy

Wulkan Teide to najwyższy punkt na Teneryfie. Dumnie wznosi się nad całą wyspą, a jego wysokość wynosi aż 3 718 m.

DSC02397

Jednak aby znaleźć się w jego okolicy- trzeba przygotować się na ponad 20-kilometrową wspinaczkę. Uwielbiam podjazdy, więc jest to dla mnie niesamowita atrakcja. Jeśli jesteśmy ambitni- możemy zacząć podjeżdżać od poziomu morza (od plaż Los Christianos pod Teidę podjazd ma prawie 40 km długości!) My mamy jednak trochę łatwiej, bo startujemy w Aronie, więc czeka nas „zaledwie” 27 km podjazdu:) Ale za to jakiego! Podjazd ten podoba nam się tak bardzo, że podjeżdżamy go trzykrotnie w trakcie pobytu na wyspie.

Z Arony udajemy się pod Teidę na dwa sposoby. Pierwszy- przez Escalonę i Vilaflor, a drugi- od strony Granadilli. Ta druga opcja jest zdecydowanie lepsza- nie dość, że wpada więcej przewyższeń, to droga przez Granadillę jest spokojniejsza i bardziej malownicza.

DSC03848
DSC03753
DSC03651

Pierwsze metry na rowerze szosowym i od razu w górę. To lubię!:) O dziwo, nie czuję żadnego dyskomfortu wynikającego ze zmiany pozycji. Kolejne kilometry wykręcam z przyjemnością. A jest ona tym większa, że mogę rozkoszować się piękną pogodą, jazdą na krótko i niesamowitymi krajobrazami!

Początkowo droga przebiega przez pustynne obszary porośnięte kaktusami. Na trasie mijamy urokliwe, klimatyczne, hiszpańskie miasteczka. W Vilaflor na skrzyżowaniu znajduje się bar oblegany przez rowerzystów, którzy często robią sobie tutaj przerwy w trakcie długiego podjazdu.

DSC03668
DSC01990
DSC04020

Krajobraz zmienia się, kiedy wkraczamy w obszar parku narodowego. Droga wije się wśród skał i lasów sosnowych, by pod koniec doprowadzić nas na wysokość ponad 2 tys. m. Tutaj można już podziwiać wulkan z bliska, a także niesamowite, księżycowe widoki- rozległe piaszczyste tereny i magmowe skały.

Będąc w okolicy zajeżdżamy także do Padory- bardzo popularnej kawiarni i hotelu, gdzie często zatrzymują się kolarze znanych teamów, by tutaj odbywać treningi wysokościowe. Jest to także dobre miejsce wypadowe przed wejściem na wulkan.

DSC03870
DSC03952
DSC02198
DSC00511
DSC03899

Już pierwszego dnia udaje mi się wykręcić na szosie prawie 100 km. Pod Teidę jedziemy jeszcze w trakcie dwóch wypadów, ale wtedy nasza trasa jest już trochę krótsza. Mimo to, sam podjazd z Arony w te okolice i zjazd to ponad 70-kilometrowa wycieczka. Dodam, że droga ta pomimo swej długości ma bardzo przyjemne nachylenie, a trud włożony w pokonywanie kolejnych przewyższeń rekompensuje baaardzo długi zjazd:) Dla mnie zjazdy sprawiają jeszcze jednak sporo trudności- robię je bardzo ostrożnie i nie wykładam się na zakrętach. Jeszcze przyjdzie na to czas:)

DSC02369
DSC02260
DSC02036

Szosowa wyrypa- czyli 150 km i 4 350 m przewyższeń

Od początku planowaliśmy z Jarkiem przynajmniej jakiś jeden mocniejszy, rowerowy dzień na Teneryfie. Po pierwszym dniu, wiedziałam już, że z samą jazdą na szosie nie mam większych problemów. No może tylko siodełko było lekko niewygodne..

Dzień tutaj nie jest zbyt długi. Zaczynamy jazdę tuż po wschodzie słońca. Na początek zjazd do Los Christianos. Trochę czasu zajmuje nam przebijanie się przez to dość zatłoczone miasto. Potem kierujemy się drogą wzdłuż wybrzeża. W tle ocean. Przy drogach palmy i niewielkie plantacje bananów. Lekkie pagórki. Ale to dopiero początek.

DSC03466
DSC04156
DSC01825
DSC01266

Dojeżdżamy do Les Gigantes- miasteczka, gdzie można podziwiać ogromne klify. Tutaj też zaczyna się w końcu konkretny, długi, 20-kilometrowy podjazd do Santiago del Teide. W połowie podjazdu dogania mnie peleton młodych kolarzy. Postanawiam się podczepić i udaje mi się utrzymać za chłopakami aż do samego końca:)

Po tej szybkiej akcji jestem lekko zmęczona, a czeka nas teraz główna atrakcja. Jest nią krótki, ale bardzo stromy podjazd do Masca- wioski znajdującej się w wąwozie i położonej na skalistym zboczu. Jak dla mnie jest to takie małe Machu Picchu:)

DSC01568
DSC01362
DSC01663

Niestety, podjazd robimy od gorszej strony- mamy więcej zjazdu po stromych serpentynach. Na odwrót byłoby zdecydowanie ciężej. No ale trudno, będzie pretekst, żeby wrócić jeszcze na Teneryfę:)

Droga tutaj jest tak wąska, że kierowcy autokarów muszą nieźle kombinować, aby wyrobić na zakrętach. Momentami nachylenie sięga ponad 20 %. Wkrótce czeka nas kolejny, stromy fragment podjazdu. Po raz pierwszy zaczyna mi naprawdę brakować przełożeń w rowerze. Ale nie daję się i powoli pokonuję kolejne metry.

DSC01592
DSC01705
DSC01689
DSC01797
DSC01745

Chwilę wytchnienia daje nam 20-kilometrowy zjazd do Buenavista del Norte. Klimat tutaj jest zupełnie inny! Zielono, wilgotno i zdecydowanie chłodniej. Od oceanu wieje dość mocny i chłodny wiatr. Ale nie marznę za długo, bo już po chwili czeka mnie kolejna wspinaczka. I kolejny długi podjazd. Oczywiście 20-kilometrowy:) Początek to piękne serpentyny z widokiem na miasteczko i wody oceanu rozbijające się o przybrzeżne skały.

Ostatnie 10-kilometrów trochę mnie męczy. Wjeżdżamy w gęste chmury, które zakrywają wszystkie widoki, i robi się lekko przygnębiająco. Czuję już otarcia od siodełka i dopada mnie lekkie zmęczenie. Dodam, że niestety tuż przed samym wyjazdem dopadło mnie zapalenie zatok, które niestety utrzymało się praktycznie przez cały wypad. Staram się jednak nie narzekać i czerpać jak najwięcej przyjemności z jazdy.

DSC01848

Ponownie dojeżdżamy do Santiago del Teide. Pogoda szybko się zmienia. Znowu jest ciepło i słonecznie. Wraca pozytywna energia. Jest już po 18.00 i słońce zaczyna powoli zachodzić. Czeka nas teraz już właściwie tylko zjazd przez Guia de Isora w kierunku Los Christianos.

Po drodze zatrzymuję się na chwilę by podziwiać piękny spektakl- zachód słońca nad oceanem. Chwila wytchnienia i pora ruszać dalej. Zapada zmrok. Zakładamy oświetlenie. To moja pierwsza jazda nocą na rowerze szosowym. Jedzie się całkiem przyjemnie. Przemykamy dość szybko przez rozświetlone, nadmorskie miasteczka. Wieczorem korki są zdecydowanie mniejsze. Na koniec jeszcze tylko 10 km podjazdu i wracamy do Arony. Uff! To był piękny i mega intensywny dzień. Najlepszy z całego pobytu na Teneryfie. Piękna i wymagająca pętla. Zdecydowanie do powtórzenia w niedalekiej przyszłości:)

DSC01917

Relaks, plaża i piesze wędrówki

Po tak intensywnym dniu jak ten opisany wyżej nie ma nic piękniejszego niż zasłużony odpoczynek na rozgrzanej słońcem plaży i kąpiel w orzeźwiającym oceanie! Docenia się to tym bardziej, kiedy przyjeżdża się tutaj w okresie zimowym. Na taki relaks przeznaczamy na Teneryfie aż cztery dni. Łapiemy witaminę D i ładujemy akumulatory przed powrotem do zimnej Polski.

Na plaże zajeżdżamy też czasem na rowerach, a jest ich na wyspie sporo. Mnie jednak najbardziej odpowiadają piaszczyste plaże Los Christianos.

Udajemy się również nad ocean w pobliżu El Medano- wieje tam jednak dość mocny i zimny wiatr, więc nie mam większej ochoty na kąpiel.

DSC00904
DSC02945
DSC02905
DSC04432

Mniejsze hiszpańskie miasteczka są bardzo urocze. Niektóre uliczki mogą również zadziwić swoim nachyleniem- np. skrót do Arony przez miasteczko La Camella miał momentami prawie 20 % nachylenia! Można tutaj robić niezły trening siły i to tak blisko od miejsca zamieszkania:)

DSC04088
DSC04101
DSC03278

Jeden dzień naszego pobytu na Teneryfie przeznaczamy także na trekking. Główną atrakcją wyspy jest majestatyczny wulkan Teide- obowiązkowy punkt do odhaczenia:) Rano ucieka nam jednak autobus. Wypisuję więc szybko kartkę i po niecałej minucie łapiemy stopa w kierunku Padory. Stamtąd mamy ponad 1 500 m do góry. Początkowo trasa jest dość łatwa. Ścieżka prowadzi przez skaliste i piaszczyste tereny. Następny etap to wspinaczka po magmowych skałach- trzeba uważnie stawiać kroki, bo łatwo o kontuzję. Mamy lekkie opóźnienie, więc na trasie nie robimy właściwie żadnych przerw- przydało się wytrenowanie na podjazdach. Ostatnie metry pod wulkan to bardzo szybkie wejście na szczyt i bieg na dół, żeby zdążyć przed zamknięciem kolejki linowej prowadzącej w dół. Udaje nam się złapać stopa i przed zachodem słońca wrócić do Arony.

DSC02618
DSC02643
DSC02639
DSC02719
DSC02755

Ostatniego dnia oddajemy wypożyczone rowery i zaczynamy pakować się na samolot. Ciężko mi było się rozstać się z szosą i Teneryfą. Pokochałam to miejsce. Pora jednak wracać do domu. To było cudowne 10 dni! Zdecydowanie za krótko. Jeszcze przed wyjazdem zastanawiałam się, czy warto. Teraz wiem, że tak i na pewno będę powtarzać takie wypady w trakcie ferii. Jest to świetny moment żeby zwolnić na chwilę, nacieszyć się słońcem i wrócić w świetnym humorze z nową energią na kolejne pół roku…aż do wakacji i kolejnego wypadu:)

DSC03522

Na koniec krótkie statystyki:

  • Liczba dni spędzonych na rowerze: 6
  • Liczba wykręconych kilometrów: 475 km
  • Najwięcej kilometrów w ciągu jednego dnia: 150 km
  • Najwięcej przewyższeń w ciągu jednego dnia: 4 300 m
  • Łączna suma przewyższeń: ponad 14 tys. metrów
  • Najdłuższy, ciągły podjazd: Arona- El Teide: 27 km

P.S. Wpis z praktycznymi informacjami na temat takich rowerowych wakacji na Teneryfie możecie przeczytać tutaj.

Artykuł napisała Bożena

Ponad 6 lat temu dostałam nowy rower, pojechałam na dłuższą wycieczkę i ostro się wkręciłam:) Od tej pory ja i rower stanowimy nierozłączną parę:)
Kocham rower (właściwie to jestem od niego uzależniona), szaloną jazdę w terenie, góry i podróże- zwłaszcza rowerowe:) Poza tym kolekcjonuję podjazdy, zdobywam kolejne szczyty i nieustannie poszukuję nowych wyzwań:)

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *