przygody

Everesting na Przełęczy Karkonoskiej

Podziel się tym artykułem:
Everesting na Przełęczy Karkonoskiej

10 000 m przewyższeń, jeden dzień i jeden podjazd, 236 km i ponad 19 godzin na rowerze… Gdy pierwszy raz usłyszałam o Everestingu, pomyślałam, że to szalony pomysł… A potem ta myśl zaczęła kiełkować w mojej głowie, aż urosła do takich rozmiarów, że stała się absolutnym numer jeden wśród moich noworocznych, rowerowych celów. I w końcu nadszedł odpowiedni moment, aby podjąć się tego wyzwania…

Everesting, czyli… o co w tym wszystkim chodzi?

Idea Everestingu powstała pod wpływem wyczynu Georga Mallory’ego. Australijczyk przygotowując się do zdobycia Mont Everestu, w ramach treningu postanowił podjechać okoliczną górę Mont Dona Buang tyle razy, aby zrobić 8 848 m przewyższeń. Cel udało mu się zrealizować (podobnie jak piesze wejście na Mount Everest), a sam pomysł został szybko podchwycony przez szukających wyzwań rowerzystów.
I tak powstało wyzwanie Everesting, które polega na wykręceniu na rowerze przynajmniej 8 8 48 m przewyższeń podczas jednej jazdy, powtarzając ten sam podjazd.

Do tej pory nie zrobiła tego żadna Polka… Pora to zmienić!

Przygotowania

Na początku każdego roku tworzę sobie mały spis rowerowych celów do zrealizowania. Absolutnym numerem jeden na mojej liście był Everesting. Od wiosny rozpoczęłam więc nieśmiałe przymiarki do tego wyzwania. Niestety, na początku kwietnia okazało się, że mam problemy z kolanem i na krótką chwilę muszę zrezygnować z moich planów. Ja się jednak tak łatwo nie poddaję i po krótkiej przerwie wracam szybko do treningów z podjazdami. Pod koniec maja czuję się na tyle silna, że postanawiam zrobić Everesting na Przełęczy Karkonoskiej- uważanej za najtrudniejszy asfaltowy podjazd w Polsce.

Dobra forma to nie wszystko….

Oczywiście trzeba mieć dobrą kondycję i moc w nogach, żeby porwać się na to wyzwanie. Ale najważniejsza jest jednak głowa. Dla mnie najtrudniejsze były chwile tuż przed startem. Jeszcze nigdy tak się nie stresowałam, jak przed tym wyczynem.
Wracam wcześnie z pracy, wciągam porządną porcję spaghetti i kładę się do łóżka. Chcę się porządnie wyspać. Bez skutku. Przewracam się nerwowo z jednego boku na drugi. Niespokojnie spoglądam na zegarek. Jak ten czas leci! A ja nawet nie zmrużyłam oka! Stres się pogłębia. Nie wyśpię się i nie dam rady! W głowie pełno dziwnych myśli. Czy ja w ogóle jestem na to gotowa? Zaledwie miesiąc treningów, a mój dotychczasowy rekord przewyższeń to „tylko” 5 tys. m w trakcie jednego dnia. Ale czuję się mocna- zarówno kondycyjnie jak i psychicznie. W końcu udaje mi się zasnąć. Śpię tylko dwie godziny. Mało, ale klamka zapadła. Powiedziałam już znajomym, a Jarek specjalnie wypożyczył auto, żeby mnie zawieźć do Podgórzyna. Jestem spakowana. Wszystko przygotowane. Nie mogę się teraz wycofać. Na miejsce dojeżdżamy przed 22.00. Wysiadam w Jeleniej Górze i w ramach rozgrzewki jadę rowerem do Podgórzyna, gdzie rozpocznę Everesting …

DSC00849

Nocna jazda i czarne myśli

Bardzo zależało mi na tym, żeby wystartować nocą. Jedzie się wtedy wolniej. Podjazd dłuższy się, a na zjazdach trzeba być bardziej skoncentrowanym. W dodatku jest znacznie chłodniej. Myślę sobie, że jeśli przetrwam noc, to potem będzie już tylko lepiej …

DSC00859

Pora na pierwszy podjazd. Zaczynam tuż po 22.00. Jest ciężko. Nogi nierozgrzane. A odcinek na Przełęcz Karkonoską daje popalić. 12 km wspinaczki, w tym 850 m przewyższeń. Najtrudniejszy jest końcowy fragment, gdzie nachylenie przekracza momentami ponad 20%. Po godzinnym podjeździe dojeżdżam pod schronisko Odrodzenie. Na górze dość mocno wieje. Ubieram kurtkę. Zakładam też czołówkę, żeby czuć się pewniej podczas zjazdów. Droga, która prowadzi na przełęcz jest niestety kiepskiej jakości. Dlatego pierwsze cztery kilometry podczas zjazdu to nieustanna koncentracja i slalom między wielkimi dziurami. Potem nawierzchnia poprawia się i można już trochę odpocząć …

00004.MTS_snapshot_01.14_[2015.05.24_13.58.41]
00006.MTS_snapshot_01.48_[2015.05.24_13.15.43]

Zjeżdżam do Podgórzyna i sprawdzam czas- 1,5 godziny łącznie z podjazdem i zjazdem. Nie jest źle. Ale to dopiero pierwsze podejście! A zgodnie z moimi wyliczeniami muszę zrobić takich podjazdów jeszcze 9. Łatwo nie będzie …

Drugi podjazd idzie mi całkiem sprawnie kondycyjnie. Psychicznie jest trochę gorzej. Jadę sama nocą, więc co chwilę włączają mi się różne rozkminy. Ciągle dręczy mnie niepewność. Czy dam radę to ukończyć? Czy nie podeszłam zbyt ambitnie do tematu? Walka z samą sobą. Czy dzisiaj wygram?
Muszę. Za dużo osób mi kibicuje i wierzy we mnie. Odganiam czarne myśli, zagłuszam je ulubioną muzyką, ale one co jakiś czas wracają …

Najtrudniej jest podczas czwartego podjazdu. Noc powoli się kończy. Zaczyna świtać. Chłodny i szary poranek. Robię się senna. Najchętniej wskoczyłabym teraz do ciepłego łóżka i poszła spać … ale nie mogę! Nie jestem nawet na półmetku i trochę mnie to przeraża.I wtedy dzieje się coś, co zupełnie zmienia moje nastawienie. Akurat kiedy kończę podjazd, zaczyna wschodzić słońce. Nieśmiało wyłania się zza gór. Zapowiada się piękny dzień. Na moich ustach pojawia się uśmiech. Wstępuje we mnie nowa energia. Teraz na pewno się nie poddam! Najgorsze mam już za sobą.

DSC00885

Druga połowa, czyli…. nowy dzień, nowa energia i nowe twarze

Podczas zjazdu zupełnie przypadkiem spotykam w Przesiece Bartka z Jeleniej Góry, który postanawia mi potowarzyszyć podczas piątego podjazdu. Początkowo chciałam utrzymać w tajemnicy moją próbę zrobienia Everestingu. Jak dobrze, że się nie udało! W towarzystwie zupełnie inaczej się jedzie. Podczas tego wyzwania samotność dość mocno mi doskwiera ze względu na monotonność trasy.
Dlatego wsparcie innych osób jest tak bardzo ważne, bo dodatkowo nas mobilizuje.
Ósmy podjazd robię razem z Piotrkiem Kloczkowskim, który jako pierwszy Polak ukończył Everesting- również w okolicach Jeleniej Góry. Od razu lepiej mi się podjeżdża. Kolejny zastrzyk pozytywnej energii.

2
00017.MTS_snapshot_01.45_[2015.05.24_15.21.26]

Dodatkowo, przez cały czas mam wsparcie Jarka, który czeka na mnie z jedzeniem i piciem w schronisku. Ma też dodatkowe ubrania, akumulatory i inne rzeczy, które mogą mi się przydać w trakcie jazdy. Po każdym wjeździe zamieniamy parę zdań, wymieniam bidony z izotnikiem i ładuję nowy zapas batonów energetycznych do torebki. Czasem wypiję parę łyków coli albo zjem na szybko jakieś ciastko ryżowe, muffinkę lub odrobinę makaronu.

Jednak podczas tych krótkich przerw ani razu nie siadam na ławce. Boję się, że jak już usiądę, to potem nie wstanę. Pilnuję też czasu. Staram się robić regularnie każdy podjazd i zjazd. Robię tylko krótkie przerwy na górze. Na podjazdach się nie zatrzymuję. Nie spodziewałam się tego po sobie, a jednak prawie za każdym razem udaje mi się zmieścić w czasie, który sobie na początku założyłam, czyli 1,5 godziny.

W ciągu dnia druga połowa podjazdów idzie mi zdecydowanie szybciej. Nie ma już czarnych myśli. Jestem zdeterminowana i pewna siebie. A każdy kolejny podjazd przybliża mnie do celu. Zaczyna się odliczanie. Już tylko trzy, dwa … jeden podjazd do końca!

Mission completed!

Dziesiąty podjazd!! Niesamowita radość, bo już wiem, że się udało- mój najważniejszy cel w tym roku został osiągnięty. Zrobiłam jako pierwsza Polka Everesting. Czuję radość, ale jeszcze czegoś do pełni szczęścia mi brakuje. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wykręcę tyle przewyższeń w ciągu dnia, a do 10 tys. metrów tak niewiele zostało … Jeśli nie teraz to kiedy? Jak szaleć to na całego!:) I robię jeszcze dodatkową, honorową rundę na Karkonoską.

Jeszcze przed Everestingiem wielokrotnie zastanawiałam się, co zrobię, kiedy uda mi się ukończyć to wyzwanie. Myślałam, że na koniec będę skakać i tańczyć z radości albo … popłaczę się ze szczęścia. A ja zajechałam pod schronisko na spokojnie, z lekkim uśmiechem na ustach. Nie było żadnych łez ani okrzyków. Radość i duma wypełniała mnie od środka. Pewnie dlatego, że zmęczenie już było spore i zrobiłam się bardziej wyciszona.

00044.MTS_snapshot_02.22_[2015.05.24_13.41.23]
00046.MTS_snapshot_02.49_[2015.05.24_13.45.46]
00036.MTS_snapshot_00.35_[2015.05.24_13.30.33]
00044.MTS_snapshot_01.14_[2015.05.24_13.40.23]

Pora na ostatni zjazd. Dojeżdżam na parking. Pora wracać do domu. Jednak jeszcze zanim wrócę jem w Chybotku darmowy, wypasiony obiad w uznaniu za ukończenie wyzwania. Myślałam, że będę mega głodna po takiej akcji, a ja prawie w ogóle nie mam apetytu. Kolejne zaskoczenie, jeśli chodzi o reakcje mojego organizmu.

Kiedy docieram do domu, dopiero powoli zaczyna docierać do mnie, co dzisiaj zrobiłam. To był szalony i piękny dzień! Spełniło się jedno z moich tegorocznych marzeń. Po raz kolejny przekroczyłam własne granice. Warto było się trochę pomęczyć, bo satysfakcja jest ogromna. Kolejne wyzwanie na mojej liście odhaczone. Pora planować kolejne!:)

Dziękuję Wszystkim, którzy mnie wspierali.

DSC00940

Na koniec krótkie podsumowanie:

  • Suma przewyższeń: 10 tys. m
  • Ilość podjazdów na Przełęcz Karkonoską: 11
  • Czas jazdy: 19 h
  • Łączy czas z przerwami: 22 h
  • Średnia prędkość: 12 km/h

Jeśli również chcielibyście się podjąć tego wyzwania, to zapraszam do przeczytania artykułu z praktycznymi wskazówkami.

Ślad trasy na Stravie.

310352605

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *