przygody

Beskidy Mtb Trophy

Podziel się tym artykułem:
sportograf-125428291

Start w Beskidy Trophy planowałam już od zeszłego roku. W końcu zapisałam się na zawody w styczniu i klamka zapadła. Zima szybko minęła i trzeba było szykować formę na wyścig. Trochę obawiałam się tego startu, tym bardziej, że to moja druga po Bike Adventure etapówka w życiu. W dodatku, prawie cały czas jeździłam tylko na szosie, a w prawdziwym terenie nie byłam już od roku. Na szczęście wystarczył jeden wypad w Rudawy, aby upewnić się, że technika na zjazdach nie jest aż taka zła jak myślałam:)

Do Istebnej zajeżdżamy z Bartkiem już pod wieczór. W nocy nie mogę zasnąć ze stresu i podekscytowania. Rano sklepy są zamknięte (no tak, przecież jest święto!), a restauracja czynna dopiero od 8.00. Start jest o 9.00, więc dość wcześnie. Zjadam kanapkę ze stacji benzynowej, do tego płatki owsiane na wodzie i parę łyków czarnej kawy. Musi wystarczyć…

34535848_2543601689197555_7774230739536576512_n

Etap pierwszy- Wielka Racza i wielkie zaskoczenie

Pierwszy dzień (etap na Wielką Raczę) to wielka niewiadoma. Nie czułam jakiejś dużej mocy, do tego upał (prawie 30 st.) i wymagający profil trasy ( 60 km i ponad 2500 m przewyższeń) sprawiały, że zaczęłam się zastanawiać, czy start tutaj na pewno był dobrym pomysłem:) Ale już po starcie gdzieś te myśli zniknęły. Chciałabym coś więcej napisać o tym etapie, ale niestety jakoś mało pamiętam:) Takie już uroki wyścigów;) Pamiętam tylko pierwszy ostry podjazd po płytach w słońcu. Nawet całkiem sprawnie mi poszedł. Jest tak upalnie, że picia w bidonie ledwo wystarcza do kolejnego bufetu. Zmęczona, ale szczęśliwa dojeżdżam na metę tuż przed nadciągającym deszczem. I nawet udaje się zająć trzecie miejsce w mojej kategorii, na co zupełnie się nie nastawiałam:)

sportograf-125420251
sportograf-125418346
33994002_2541503742740683_1573902834477301760_n
sportograf-125432392

Etap drugi- burza, kryzys i błotny stwór

Drugi etap jest dla mnie najgorszy. Dokładnie takie same odczucia miałam rok temu na BA… Nogi są obolałe, organizm domaga się odpoczynku- nawet nie spodziewa się, jakie atrakcje jeszcze go czekają;) Mało brakowało, a nie ukończyłabym tego etapu… już przed samym startem! Nie przejrzałam folderu i pomyliłam miejsce startu. Zostało mi 15 minut do rozpoczęcia zawodów. Dobrze, że to było tylko 5 km, ale stres miałam niezły:) Ledwo ustawiam się w sektorze i … ruszamy! Początek idzie mi całkiem nieźle…

34177450_2542217669335957_7383637961142697984_n
sportograf-125415825

Do czasu, kiedy gdzieś w okolicach Rysianki nadchodzi … armagedon! Właśnie jestem w połowie podjazdu, który prowadzi po odsłoniętych singlach trawersujących zbocze, kiedy nadciągają ciemne chmury. Panicznie boję się burzy i mam nadzieję, że przejdzie bokiem. Niestety. Z nieba leje się deszcz, a pioruny walą wściekle raz z jednej raz z drugiej strony. Po chwili deszcz zamienia się w gradowe kulki, które obijają boleśnie ręce i nogi. Pot spływa mi wraz z wodą do oczu. Muszę się na chwilę zatrzymać, bo oczy tak szczypią, że nic nie widzę. Temperatura spada ponoć do 4 st. Dopada mnie kryzys. Jestem cała przemoczona, zziębnięta , wystraszona i …. osamotniona, bo nagle wszyscy zawodnicy, którzy jechali za mną i przede mną znikają.

sportograf-125423127

Single zmieniają teraz swoje oblicze na bardziej zdradzieckie, błotniste. Trzeba bardziej uważać, żeby nie spaść ze zbocza, o co naprawdę nie trudno. Słabo mi dość wychodzi ta jazda po błocie- raz nawet zaliczam zabawną glebę i przy okazji funduję sobie błotną kąpiel:) W dodatku, kamieniste, wymagające zjazdy zamieniają się teraz w strumienie. I tak nie mogę tutaj zostać. Trzeba jechać. Byle do mety…

sportograf-125432988

Resztę wyścigu jadę w trybie zombie. Na szczęście na końcowych kilometrach wychodzi słońce i od razu lepiej się jedzie …. Na metę dojeżdżam z 4 minutową stratą do podium (w sumie to z jednominutową, bo wczoraj miałam wyrobioną przewagę). Trzeb to będzie jutro odrobić! Łącznie dzisiaj wpadło 76 km i prawie 2700 m przewyższeń! A to jutro ma być najgorszy etap! :)

sportograf-125432506
sportograf-125433931

Uwielbiam ten moment, kiedy po zawodach można położyć się na trawie w słońcu, zjeść coś na bufecie i pogadać z innymi zawodnikami. A muszę przyznać, że spotkałam tutaj sporo fajnych ludzi. W ogóle wydaje mi się, że na etapówkach panuje o wiele lepsza, bardziej przyjazna i luźna atmosfera. Pewnie dlatego, że jest mniej ludzi i wszyscy są ze sobą bardziej zżyci dzięki wspólnemu udziałowi w tym wyczerpującym wyścigu.

Po zawodach zamawiam solidną porcję obiadową, ale apetyt coś mi na tej etapówce nie dopisuje. Upał i zmęczenie pewnie zrobiły swoje. Wiem jednak, że muszę jeść, żeby przyspieszyć regenerację- tym bardziej, że przez cały wyścig zjadam tylko jednego banana, dwa żele i pół batonika. Nawet piwo nie wchodzi mi tak jak zawsze po zawodach …

sportograf-125430895

Etap trzeci- niezły hardkor!

Trzeciego dnia jestem wyluzowana jak nigdy. Coś mi mówi, że dzisiaj będzie dobry dzień. Podobnie czułam się na Bike Adventure- na trzecim etapie miałam najlepszą formę (albo tak mi się przynajmniej wydawało:) ). To dobrze, bo dzisiaj czeka mnie najtrudniejszy etap-75 km i 3000 m przewyższeń! Wsiadam na rower, żeby zrobić rozgrzewkę, a tu okazuje się, że…. nie działa mi tylna przerzutka! O nie! Tylko nie to!! Jadę na start do serwisu prowadzonego przez bardzo sympatycznych Czechów (pozdrawiam serdecznie!!!). Oddaję im mój rower na 15 minut przed startem! Trzeba wymienić linki i puścić je na zewnątrz. „Ok, byle szybko”- proszę. „10 minut do startu”- informuje spiker. „5 minut!!” Ogarnia mnie panika. Łzy napływają mi do oczu. Nie chcę odpaść z wyścigu z takiego powodu. „Don’t worry”- pociesza nie wyluzowany serwisant. W końcu, na minutę przed startem przykręca mi ostatnią śrubkę do przerzutki i pędzę ustawić się do sektora. Znowu na końcu i znów bez rozgrzewki. A miało być tak pięknie! No nic. Trzeba zacisnąć zęby i walczyć dalej.

34303572_2542958445928546_980814060452839424_n
sportograf-125430767

Ale o dziwo, ten stres przedstartowy nawet mi pomaga. Ruszam od początku mocnym tempem. Podjazdy wchodzą mi znakomicie. Noga lekko podaje. Jestem w szoku! Nie tylko przez cały wyścig nie widzę mojej rywalki, ale doganiam też dziewczynę, która przez poprzednie dwa etapy była przede mną. Dzisiejszy etap naszpikowany jest baaardzo sztywnymi podjazdami, z których tylko część udaje mi się podjechać w siodle. Na jednej z takich sztajf dopadają mnie ciężkie dni. Na szczęście byłam przygotowana na taką sytuację. Ledwo trzymam kierownicę, kiedy drugą ręką sięgam do kieszonki i zażywam tabletki przeciwbólowe. Mam nadzieję, że ból brzucha zniknie i nie przeszkodzi mi w ściganiu. Tuż przed szczytem, chyba na Klimczoku … znowu nadchodzi burza!!

sportograf-125428291

Na szczęście zaraz zaczyna się zjazd. Chociaż jest to chyba najtrudniejszy dzisiaj techniczny odcinek, to cieszę się, że burza nie złapała mnie na górze. Adrenalina robi swoje i całkiem sprawnie idzie mi zjazd po zalanych wodą kamulcach. Gorzej jak zwykle na błotnistych singlach. W dodatku, na trasie czekają na mnie dwie przeszkody w postaci wysokich, powalonych drzew, które tarasują przejazd. Jestem niska, więc gdyby nie pomoc chłopaków, którzy pomogli mi przenieść rower przez te kłody, (dziękuję !!!!) to musiałabym nieźle kombinować i szukać obejścia przez las.
Dzisiejsza trasa nie dość, że jest bardzo wymagająca kondycyjnie, to jeszcze zawiera pełno technicznych zjazdów po kamieniach, na których strasznie mnie telepie, aż boli całe ciało… Ostatnie kilometry to już łatwa trasa, częściowo po asfalcie. Zaczynam wyczuwać metę. Nie oglądam się nawet za siebie. Czuję się na tyle dobrze, że jestem pewna utrzymania swojej pozycji. Wreszcie, po 6 godzinach walki głównie z samą sobą- dojeżdżam na metę jako 4 open i 2 w mojej kategorii. Do rywalki odrabiam znowu 3 minuty. Jest dobrze! Jeszcze tylko jeden etap …(niby najlżejszy- „tylko” 60 km i 2 500 m). Jestem dzisiaj bardzo zadowolona z mojej jazdy i z tego, jak spisał się mój rower. Z tej radości lecę do sklepu kupić czekoladę w podziękowaniu dla chłopaka, który serwisował mi rower (niestety, nie uda mi się jej wręczyć, bo na drugi dzień Bike Serwisu już nie będzie:( ).

Etap czwarty- szczęście w nieszczęściu

Czwartego dnia od rana pada. A właściwie to leje. I nie przestaje. Woda spływa po ulicach. Co chwilę rozlegają się donośne odgłosy piorunów. W Istebnej temperatura spada do jakiś 10 stopni, nie mówiąc już o tym co dzieje się wysoko w górach. Z obawą spoglądam przez okno. Jestem już dość zmęczona po tych etapach, ale ponowna jazda w burzy i ciągłym deszczu mnie przeraża. Z ulgą przyjmuję więc wiadomość, o odwołaniu ostatniego etapu. Tym bardziej, że wczoraj wypracowałam sobie miejsce na podium- udaje się zdobyć puchar za 3 miejsce w kategorii:).

W miasteczku zawodów panuje trochę smutna atmosfera. Trochę to rozumiem. Szkoda, że pogoda pokrzyżowała plany, bo jednak chciałam dostać koszulkę Finishera za ukończenie wszystkich czterech etapów. Jednak rozumiem w pełni decyzję organizatora. Ale nic. Będzie powód, żeby tutaj wrócić jeszcze za rok. W sumie, po przejechaniu tych 3 etapów mogę śmiało stwierdzić, że Beskidy Mtb Trophy to najtrudniejsza etapówka w Polsce- bardzo wymagająca kondycyjnie i technicznie. Już podczas tylko tych trzech dni wykręciłam na dystansie Pro 210 km i ponad 8 tys. m przewyższeń!

qtjarz

Jak na złość, po odwołaniu wyścigu wychodzi słońce. Szkoda marnować dnia, skoro i tak mam urlop, więc jedziemy sobie z Bartkiem na pobliski Wielki Stożek w ramach rozjazdu. Szybko okazuje się, że miałam na tym wyścigu sporo szczęścia. Podczas jazdy strasznie piszczą mi hamulce. Okazuje się, że z przedniego hamulca wypadła mi śrubka. Nie zauważyłabym pewnie tego przed zawodami i na czwartym etapie wypadłyby mi klocki. Myślę, że raczej nie ukończyłabym wtedy wyścigu… Więc tyle szczęścia w nieszczęściu, że ten czwarty etap został jednak odwołany:)

34306092_2543598805864510_598991768486150144_n

Podczas luźnej przejażdżki dopiero zauważam jak piękne są Beskidy. Mogę zatrzymać się na chwilę i podziwiać te malownicze krajobrazy. Trzeba będzie tutaj kiedyś przyjechać na weekend i pojeździć sobie tak na spokojnie, aby w pełni nacieszyć się tymi cudnymi trasami. ..

Podczas trwania wyścigu mówiłam, że więcej raczej tutaj nie przyjadę, a kiedy etapówka dobiegła końca… chcę znowu to powtórzyć! To było świetne wyzwanie i niesamowita przygoda. Nieźle się ujechałam i na pewno będę mieć co wspominać. Mam więc nadzieję, że za rok znowu wystartuję na Beskidy Mtb Trophy i polecam każdemu ten wyścig, bo naprawdę jest co jechać!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *