porady

Pierwsze wrażenia po przesiadce na rower szosowy

Podziel się tym artykułem:
Pierwsze wrażenia po przesiadce na rower szosowy

Jazda na rowerze szosowym stała się ostatnio bardzo popularna. Coraz więcej rowerzystów decyduje się na zakup szosówki. Wiele osób, które nie miały dotychczas styczności z rowerem szosowym, a rozważa jego zakup – zastanawia się, jak w praktyce wygląda jazda na kolarzówce. Jedną z takich osób byłam ja. Na moim pierwszym rowerze szosowym jeżdżę od sześciu miesięcy i mogę poruszyć kilka kwestii, o których myślałam przed jej zakupem.

Komfort

Pozycja na szosówce znacznie różni się od tej, do której przywykliśmy na rowerze mtb. Podczas jazdy na szosie jesteśmy bardziej pochyleni, kierownica jest o wiele węższa. Inne jest także ułożenie rąk. Początkowo, faktycznie może być trochę dziwnie. Niektóre osoby mogą odczuwać ból pleców, ramion lub dłoni- zwłaszcza jeśli trasa jest dłuższa, najeżona podjazdami lub prowadzi po nierównych asfaltach.
Dlatego zanim wsiadłam po raz pierwszy na szosę, robiłam już dużo wcześniej ćwiczenia wzmacniające górne partie pleców. Efekt był bardzo zadowalający- nie odczuwałam większego dyskomfortu w tych okolicach. Ważne jest jednak, aby rower był dobrze dopasowany- np. za długi mostek może już być przyczyną bólu pleców. Już po pierwszej jeździe na szosówce zaczęłam powoli przyzwyczajać się do nowej pozycji na rowerze. Chociaż zawsze towarzyszy mi dziwne odczucie po przesiadce z szosy na rower mtb. Na szczęście mija dość szybko już po kilku wykręconych kilometrach.

Jeśli jednak zaczynamy dopiero jeździć na kolarzówce, to musimy nastawić się, że na początku będzie trochę dziwnie, mało pewnie (uczucie dużej niestabilności, wrażenie, że rower zaraz się przewróci) i niezbyt wygodnie. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość i już po kilku wypadach zaczniemy czerpać dużą przyjemność z jazdy.

Kurtka Ultralight 500 B'TWIN

Szybkość

Na rowerze szosowym jesteśmy zdecydowanie szybsi. Węższe koła, mniejsze opory toczenia, niższa waga, bardziej aerodynamiczna sylwetka – sprawią, że nasze średnie z wypadów zdecydowanie pójdą w górę o przynajmniej 3 km/h. Szosa tak łatwo się rozpędza- wystarczy lekko zakręcić i już po chwili możemy elegancko cisnąć. I ta lekkość na podjazdach! Coś pięknego! Ponadto, jeśli mamy walczyć o KOM-y na asfaltowych odcinkach, to na szosie mamy zdecydowanie o wiele większe pole do popisu 😉 No i nie musimy już się zajeżdżać na wspólnych wypadach ze znajomymi, którzy jadą na rowerach szosowych, podczas gdy my musimy za nimi nadążyć na rowerze mtb z językiem na brodzie 😉 Warto zaznaczyć tylko, że na szosie nie będziemy męczyć się mniej niż na rowerze mtb – prędkość wzrośnie, ale wysiłek będzie porównywalny, jeśli zamierzamy jechać mocnym tempem.

Długie dystanse

To pytanie wiąże się bezpośrednio z powyższym. Szosówka pozwala na pokonywanie dłuższych dystansów po drogach asfaltowych w krótszym czasie. Jeśli przyzwyczaimy się już do nowego roweru, pozycja będzie dla nas komfortowa (warto nie zapomnieć o wygodnym siodełku), to możemy robić o wiele większe przebiegi.

DSC01057

Szosą po polskich szosach

Nie wiem, jak jest w innych częściach naszego kraju, ale w moich okolicach większość dróg jest kiepskiej jakości. Sporo kostki brukowej i dziurawych nawierzchni- to fatalne warunki pod szosę. Jednak sztywny widelec i wąskie koła sprawiają, że mocniej odczuwamy każdą nierówność i czasem może nas to dość mocno irytować. Na szosie łatwo złapać kapcia, czy scentrować koło. Warto zainwestować w szosę karbonową, która odrobinę bardziej tłumi drgania, a przy okazji wzmocnić trochę ręce- zawsze to nieco zwiększy uczucie komfortu. Jednak przede wszystkim dobrze jest po prostu unikać takich dróg, jeśli tylko mamy taką możliwość.

Bezpieczeństwo

Podczas jazdy na rowerze szosowym musimy o wiele bardziej uważać na asfaltach. Szlif przy prędkości 50 km/h to nic przyjemnego. Na początku warto zachować dużą ostrożność- nie rozpędzać się i nie wykładać się za mocno na zjazdach. Trzeba również zwracać uwagę na nawierzchnię. Dziury na drodze, piasek, mokry lub oblodzony asfalt, tory, kratki ściekowe- to tylko nieliczne „niespodzianki”, na które musimy bardzo uważać podczas jazdy, bo o glebę naprawdę nietrudno. W dodatku hamulce w szosie nie są tak mocne jak w rowerze mtb i w razie nagłej sytuacji możemy mieć naprawdę duży problem, żeby odpowiednio szybko wyhamować, jeśli jesteśmy już rozpędzeni. W związku z tym dużą ostrożność musimy także zachować podczas jazdy po mieście- jedna kolizja z autem na szosówce jeszcze bardziej mnie uświadomiła niestety w tej kwestii…

Pokonywanie stromych podjazdów

Strome podjazdy na szosie są zdecydowanie o wiele większym wyzwaniem niż na rowerze mtb, bo przełożenia mamy dużo mniejsze. W związku z tym musimy je robić bardziej siłowo. Warto również przyzwyczaić się do częstej jazdy na stojąco. Jednak strome podjazdy właśnie dlatego, że wymagają większego wysiłku na szosówce- smakują bardziej i dostarczają o wiele większej satysfakcji.

DSC02036

Treningi

Treningi na szosie są bardzo przydatne, bo ćwiczą jednostajną, stałą pracę nóg. Na asfaltach musimy praktycznie cały czas kręcić. W dodatku poruszamy się szybciej, więc jeśli zależy nam na czasie- to trening na szosie będzie zazwyczaj sporo krótszy.

Miksowanie szosy i mtb

Jak dla mnie to super sprawa, kiedy mamy dwa różne typy rowerów. Jazda jest wówczas o wiele bardziej urozmaicona- kiedy znudzą nam się asfaltowe trasy – przesiadamy się na rower mtb i kręcimy w terenie. Jednak jazda rowerem mtb po asfaltach już nigdy nie będzie taka sama- ten, kto jeździ na szosie doskonale mnie zrozumie:) Od kiedy mam kolarzówkę- unikam jak tylko mogę jazdy na rowerze mtb po szosach. Ponieważ na szosie jeżdżę dość ostrożnie- obawiałam się, że będzie to miało negatywny wpływ na moją jazdę w terenie- bałam się, że stracę flow, opuszczę się technicznie i wyjdę z wprawy. Nic bardziej mylnego- wydaje mi się nawet, że szalejemy wówczas jeszcze bardziej, bo mamy niesamowitą radochę, zwłaszcza z trudniejszych technicznych zjazdów. Warto jednak miksować oba typy rowerów i nie dopuszczać do zbyt długich przerw – ja po tygodniu jazdy wyłącznie na szosie lub mtb dziwnie czuję się po przesiadce na drugi rower.

Powyższe zagadnienia są związane z moimi subiektywnymi odczuciami po przesiadce na szosę. Długo zastanawiałam się nad kupieniem nowego roweru, ponieważ robiłam spore przebiegi po drogach asfaltowych na rowerze mtb. Zakup kolarzówki to jednak spory wydatek i dobrze przemyśleć taką decyzję. Po sześciu miesiącach testowania mojej szosówki- wiem, że dokonałam dobrego wyboru.

DSC07935

Komentarze

  • Fajny artykuł,

    sam przesiałem się z trekingowego na szosę. Dla mnie prędkość ogromne wrażenie. Średnia mi podskoczyła o 10 km/h przy odległości 100km !.

    Na szosie spokojnie jadę ponad 30km/h gdzie na trekingu czy góralu było bardzo ciężko. Bardzo tu się liczy opór powietrza. Nawet nie toczenia czy waga roweru. Największym oporem jest właśnie wiatr. Pozycja w góralu wyklucza szybką jazdę przesz wyprostowane plecy a przede wszystkim szeroko ustawione ramiona.

    Co do komfortu łatwo mi przeszło przejście. Na góralu już przy dłuższych trasach do 50km już bolały mnie nadgarstki. Przy szosie nawet przy 200km nie bolały mnie nadgarstki. Kierownica daje podczas jazdy możliwość zmiany chwytu-pozycji. W prostej kierownicy nie mamy też możliwości chyba że ma się tzw. rogi.

    Co do podjazdów pod górę hmm polecam mniejsze przełożenia. Ja mam szosę typu CX tam jest korba 46/36 sprawdza się to wyśmienicie. Z tyłu mam też większe zębatki, a najmniejsza 11ska. Mam więc szeroki zakres od podjazdu pod wysoką górę po szybką jazdę 40-60km/h. Nie potrzebuje przełożeń 70km/h.

    Dla mnie najgorszy element po przesiadce na szosę to przepisy drogowe i ścieżki rowerowe. Teraz wiem że nie na wszystkich ścieżkach da się jechać szosą. Generalnie na większości się nie da w ogóle jeździć i co w tedy. Według prawa łamie przepisy bo jadę po drodzę. Warszawskie ścieżki rowerowe to dramat dla szosówki. Asfaltowe ścieżki jak na lekarstwo ja jak są to poprzeplatane tak że rozpędzisz się i trzeba hamować, bo nagle ścieżka prowadzi po drugiej stronie jezdni.

    Podsumowując żałuję że tak późno się zdecydowałem na szosę :). Góralem zwiedziłem swoją okolicę w zasięgu 50km. Szosa zwiększyła mi ten zasięg 2-3x.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *