porady

Jak pogodzić macierzyństwo z rowerową pasją?

Podziel się tym artykułem:
Jak pogodzić macierzyństwo z rowerową pasją?

Takie pytanie zadaje sobie wiele rowerzystek myślących o założeniu rodziny. Pogodzenie rowerowych treningów z wychowywaniem dzieci to z pewnością trudne wyzwanie, które wymaga bardzo dobrej organizacji i motywacji. Zbliża się Dzień Matki… Z tej okazji przeprowadziłam więc wywiad z wyjątkowymi, inspirującymi kobietami, którym udaje się połączyć pasję i macierzyństwo.

Kolarstwo to sport, który wymaga nie tylko dobrej kondycji, ale także sporo czasu potrzebnego na treningi. Rowerowa pasja niesamowicie wciąga i dostarcza sporo pozytywnych wrażeń. Wymaga jednak niestety również wielu poświęceń. Nadchodzi taki czas, kiedy rowerzystki zaczynają myśleć o założeniu rodziny. Dla kolarzy nie stanowi to zbyt dużego problemu. Natomiast dla kobiet jest to trudna decyzja, która może totalnie odmienić ich dotychczasowy styl życia. Wiele rowerzystek obawia się zajścia w ciążę. Boją się, że stracą formę i nie będą już mieć czasu na rower. W dodatku, w naszym społeczeństwie nadal panuje stereotypowy model rodziny, gdzie kobiety nie mają zbyt wiele swobody, zwłaszcza jeśli chodzi o własne zainteresowania.

Matka Polka Rowerzystka? Czy da się pogodzić obie te role? Dziewczyny, z którymi przeprowadziłam wywiad są tego doskonałym przykładem. To wspaniałe mamy i zakręcone rowerzystki, które po urodzeniu dzieci nie zrezygnowały ze swojej pasji i nadal są bardzo aktywne. Pokazują, że macierzyństwo to piękny rozdział w życiu, kiedy kobiety stają się jeszcze silniejsze i bardziej zmotywowane do działania. O swoich doświadczeniach związanych z kolarstwem i macierzyństwem opowiadają Joanna Sobieralska, Justyna Cebula i Marta Mikołajczyk.

asiaJoanna Sobieralska:
Mieszkająca prawie w górach mama dwóch synków (7 i 4 lata), która uważa, że pielęgnowanie życiowej pasji wcale nie musi odbywać się kosztem najbliższych. Beznadziejna (bo zbyt emocjonalnie podchodząca do sprawy) „bojowniczka” o jazdę w kasku zawsze i wszędzie;) Autorka bloga Mother Biker.

justynaJustyna Cebula:
Mama, która nie ma czasu się nudzić;) Razem z mężem Arkiem prowadzi blog Od Małego na Całego, na którym opisują wycieczki z córeczką Madzią. Obecnie spodziewa się drugiego dziecka.

martaMarta Mikołajczak :
Wciąż młoda duchem, choć na liczniku już bliżej niż dalej do 40 ( w tym roku stuknie mi 37). Mama trójki kochanych acz wybitnie mało spokojnych dzieciaków: Majki 12, Oskara 10 i Eryka 7. Rowerzystka miejska, leśna, górska coraz tęskniej spoglądająca ku szosie. Od czasu do czasu jak mi się przypomni to biegaczka, chwilowo znów obrażona na buty do biegania. Autorka bloga mamanarowerze.blox.pl, który jest głównie zapisem moich startów, tras czy wypadów rowerowych. Łodzianka.

Od kiedy rower stał się Twoją pasją? Jak wyglądały Twoje jazdy rowerem zanim urodziłaś dziecko?

Joanna : Rower stał się moją pasją w 1999 roku. Wtedy kupiłam mój pierwszy naprawdę porządny rower mtb (Mongoose NX 7.1). Zapłaciłam za niego majątek jak na tamte czasy, ale służył mi bardzo długo. Porządna maszyna dodała mi skrzydeł. Jeździłam na nim, gdzie tylko się dało i kiedy się dało (w tygodniu do wyboru albo 70 km albo 4 godziny jazdy, codziennie), a w weekendy więcej. Później wystartowałam w swoim pierwszym w życiu maratonie MTB (liga BikeBoard), poznałam ludzi pasjonujących się jazdą, i tak to się potoczyło.

Justyna: Taka poważna rowerowa przygoda to zaczęła się, jak z Arkiem (moim mężem) kupiliśmy sobie nasze pierwsze górale. Na początku służyły nam jako dojazd do pracy (auto nam się popsuło;)), a później zaczęliśmy na nich odkrywać okoliczne lasy. Aż pewnego weekendu wybraliśmy się w rocznicę ślubu na Górę świętej Anny (ok. 60km). Namiot i jeden wojskowy śpiwór mieliśmy przytroczone do rowerów, w plecaku wino i tak na dziko rozbiliśmy się na jakieś górze przeciętej przez autostradę:) Później takich wycieczek było wiele, ale nie sposób ich wszystkich opisać;)

Marta: Na rowerze jeździłam od zawsze, ale raczej traktowałam go jako środek transportu w mieście. Nigdy nie traktowałam tego jak pasję – ot najlepszy sposób na dojazd do szkoły, na studia czy do pracy (z resztą trwa to do dziś – po Łodzi poruszam się właściwie wyłącznie rowerem, niezależnie od pogody czy pory roku). Pięć lat temu zaczęłam się ścigać i wtedy dopiero tak naprawdę pokochałam rower miłością wielką, choć nie zawsze obustronną.

wife my

Czy byłaś aktywna w czasie ciąży? Jeździłaś rowerem lub uprawiałaś inne sporty?

Joanna: W ciąży jazdę rowerem odpuściłam sobie zupełnie, nie chciałam ryzykować. Za to sporo spacerowałam, często urządzałam sobie wycieczki na górę Ślężę. Chodziłam też na specjalne zajęcia przeznaczone dla kobiet w ciąży.

Justyna: Tak, od samego początku ciąży jeździłam na rowerze, chodziłam po górach, pływałam i chodziłam z kijami, a w szóstym miesiącu ciąży przejechałam z Arkiem Przełom Dunajca wraz z podjazdem na Przełęcz pod Tokarnią;) Może dzięki temu przez całą ciążę przytyłam „aż” 6kg:)

Marta: Szczerze mówiąc, nie pamiętam, jak to było w pierwszej ciąży. W pozostałych dwóch siłą rzeczy byłam aktywna, bo przy małym dziecku/dwójce małych dzieci ciężko aktywnym nie być. Sportu jako takiego w czasie ciąży nie uprawiałam, ale za każdym razem bardzo szybko starałam się do niego wrócić.

3a
4

Czy szybko wróciłaś do formy po ciąży? Kiedy wsiadłaś po raz pierwszy na rower?

Joanna: Trochę to trwało, zanim znów zaczęłam intensywnie jeździć. Opieka nad dziećmi w początkowych tygodniach ich życia była bardzo absorbująca, ciągle byłam zmęczona i niewyspana. Ale – jak na osobę nie uprawiającą zawodowo sportu – dość szybko udało mi się zmobilizować, zwłaszcza po pierwszym dziecku. Po raz pierwszy wsiadłam na rower tak porządnie, gdy starszy synek skończył pół roku. Zaczęłam dołączać do znajomych, którzy przyjeżdżali pokręcić na rowerach po Masywie Ślęży, a od nowego sezonu, gdy synek miał ok. 1,5 roku, brałam też udział w MTB Marathonach organizowanych przez Grzegorza Golonkę. Różnica wieku między moimi synkami to prawie 3 lata, lecz po drugim dziecku nieco dłużej to trwało, zanim znów zaczęłam jeździć. Trochę sobie kręciłam tu i tam, ale jak w końcu znów zaskoczyło, to jeździłam tak, jakbym chciała nadgonić utracone chwile.

Justyna: Chyba nawet zaskakująco szybko. Miałam cesarskie cięcie, więc na początku bałam się obciążać, ale po 4 tygodniach zaczęłam ćwiczenia na orbitreku. Po 2 miesiącach poszłam pierwszy raz (od czasu chyba liceum) pobiegać i wyszło 10km:) A po 3 miesiącach przebiegłam pierwszy w życiu półmaraton oraz wzięłam udział w Tropicielu- takim przygodowym rajdzie na orientacje, gdzie pokonałam z chłopakami z drużyny dystans ponad 46km na nogach:) Na rower wsiadłam niedługo potem- były to jednak raczej krótkie wycieczki jeszcze na rowerze mtb:)

Marta: Nie pamiętam kiedy wsiadłam na rower, ale do sportu wracałam zawsze bardzo szybko. Po kilku tygodniach od porodu meldowałam się na stepie, spinningu czy innym aerobiku.

6

Czy urodzenie dziecka miało duży wpływ na Twój obecny styl jazdy ?

Joanna: Wydaje mi się, że miało wpływ pozytywny, bo szybko się zorientowałam, że jazda rowerem jest dla mnie wytchnieniem i że tak naprawdę na rowerze wypoczywam. Nie skróciłam dystansów, na których zawsze startowałam w maratonach, zaczęłam również brać udział w trudniejszych zawodach. Wymagało to ode mnie poprawienia techniki jazdy. Trafiłam do amatorskiego teamu kolarskiego.

Justyna: Zdecydowanie:) Na szosie zaczęłam jeździć już jak Madzia była na świecie, a że ponad wszystko stawiamy jednak na wspólne spędzanie czasu, to większość wycieczek planujemy z myślą o niej. Jeśli zaś chodzi o dystanse, to tak naprawdę dopiero z Madzią biję moje wcześniejsze rekordy;)

Marta: To pytanie jakoś bardzo mnie nie dotyczy, bo sportowo rowerem zajęłam się jak już cały komplet dzieci był na świecie. Brat zabrał mnie na pierwszy wyścig i wpadłam po uszy momentalnie. Dystanse stopniowo zwiększałam, ale nie miało to nic wspólnego z dziećmi, a raczej z moją formą i przygotowaniem. W tej chwili jeżdżę głównie XC- więc wyścigi raczej krótkie, ale bardzo intensywne i trudne technicznie. Czasem dzieci mają również wpływ na dystans:) Na przykład kiedyś pojechałam mega zamiast giga, bo wiedziałam, że muszę się zmieścić w konkretnym limicie czasu, żeby zdążyć wrócić 100 km do Łodzi, odebrać dzieci z biwaku, umyć, przebrać i wsadzić do autokaru odjeżdżającego na kolonie:) True story – machałam na „do widzenia” w ciuchach startowych, cała w błocie, bo na moje doprowadzenie się do stanu używalności czas miałam dopiero po ogarnięciu potomstwa:)

61179_539499169410480_1783180897_n-2

Jak godzisz rolę matki i rowerzystki? Planujesz odpowiednio treningi? Jak znajdujesz na to wszystko czas? Dzielisz się obowiązkami z partnerem?

Joanna: Trudno jest pogodzić te dwie role. W dodatku – jak chyba większość matek – pracuję na pełnym etacie. Jednak jest to możliwe, jeśli dobrze się wszystko zorganizuje i zaangażuje do tego całą rodzinę. Każdy ma tutaj swoją rolę do spełnienia. Na przykład, gdy wyjeżdżam na zawody, a mąż zostaje z dziećm – staram się dzień wcześniej przygotować im m. in. posiłki, żeby nie musieli tracić na to czasu i mogli zająć się zabawą. W zamian wymagam jednak, żeby po moim powrocie nie było sterty naczyń do zmywania i kosmicznego bałaganu w domu. Zwykle taka „akcja” się udaje i wszyscy są zadowoleni. Czasem możliwe jest wyjście na rower w tygodniu. W weekendy oczywiście obowiązkowo, przeważnie wcześnie rano, bo gdy ja wracam z „treningu”, to po mnie na rower idzie mąż (też pasjonat jazdy na rowerze), a ja wówczas przejmuję od niego opiekę nad dziećmi. Trudno jest w moim przypadku mówić o „trenowaniu” – ja po prostu jeżdżę na rowerze, kiedy tylko mogę, a czasem nawet „wypracuję” sobie bonus : 2 – 3 godziny ćwiczeń obwodowych tygodniowo w klubie. Gdy szczęście sprzyja i udaje się zorganizować opiekę nad dzieciakami, startujemy razem z mężem w maratonie rowerowym. Niekiedy wyjeżdżamy wszyscy na kilka dni na jakąś imprezę rowerową w odległym miejscu (w zeszłym roku były to Kluszkowce i Przesieka).

Justyna: Bardzo łatwo jest to godzić, gdyż tą pasją zaraził mnie Arek, więc po prostu planujemy wspólne spędzanie czasu.

Marta: Treningi… ciężka sprawa, bo ja po prostu nie trenuję – wstyd przyznać, ale taka prawda. Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, kiedy po 17.00 jest już ciemno za oknem. Od rana praca, a po południu głównie logistyka związana z treningami dzieciaków – łatwiej iść pobiegać wieczorem niż znaleźć czas na rower. Bardzo często cały mój trening w tygodniu to tylko dojazdy do pracy. W weekendy- jeśli nie startuję- staram się trochę więcej pojeździć, ale to raczej nie są typowe treningi rowerowe, a raczej po prostu wypady ze znajomymi, czy samotna jazda po lesie (na szczęście nasz łódzki Las Łagiewnicki pełen jest trudniejszych i mniej trudnych górek i dołków, więc jest się gdzie ujechać).

DSC01713

Czy zamierzasz zarazić też swoje dziecko rowerową pasją?

Joanna: Wydaje mi się, że to już się stało:) Lubimy zabierać dzieci na imprezy rowerowe, a one dobrze się na takich imprezach czują, Startują w wyścigach dla dzieci. Niedawno młodszy synek (4 lata) nauczył się samodzielnie pedałować na rowerze (bo dotychczas jeździł na pushbiku) i bardzo mu się to podoba. A starszego synka (7 lat) mąż już od jakiegoś czasu zabiera na wycieczki rowerowe w Masywie Ślęży. Dzielnie sobie radzą. Jednak nie zmuszamy dzieciaków do jazdy- jak nie chcą iść na rower albo brać udziału w zawodach, to nie naciskamy. Zresztą – rzadko się to zdarza.

Justyna: Oczywiście! Ostatnio udało nam się wygrać rowerek biegowy dla Madzi, więc narzędzie już jest;) Miejmy nadzieję, że spodoba jej się to równie mocno jak nam.

Marta: Na tym polu idzie mi średnio:) Dzieciaki mam wybitnie sportowe- wszyscy pływają, jeżdżą na nartach, najstarsza na desce, chłopaki trenują piłkę nożną, wszelkie rolki, łyżwy, hulajnogi są grane w zasadzie na okrągło. Najstarsza i średni oczywiście jeżdżą na rowerach, również startują od czasu do czasu, ale najmłodszy na tą chwilę absolutnie odmawia wsiadania na rower (co wciąż uważam za moją największą porażkę wychowawczą). Córka pływa wyczynowo (z ogromnymi sukcesami – nie chwaląc się), więc trenerki nałożyły embargo na wszelkie wertepy, ściganie się po kamieniach i narażanie młodej na niepotrzebne kontuzje – także w jej przypadku rower to w tej chwili spokojne wycieczki, ale czasami pozwalamy sobie na odrobinę szaleństwa. Najmłodszy, jak już napisałam, póki co odmawia, ale zaczyna się powoli łamać, bo widzi, że dużo przez to traci – my możemy pojechać sobie na wycieczkę, czy rowerami dojechać w fajne miejsce, a on musi zostać w domu. Mam nadzieję, że szybko nadrobi i pokocha rower tak jak my:)

igo i timi
fan3
swi11
masa5

Z czego jesteś najbardziej dumna jeśli chodzi o aktywności rowerowe lub inne sportowe już po urodzeniu dziecka?

Joanna: Najbardziej cieszy mnie to, że potrafię przekraczać własną strefę komfortu, że nabieram odwagi do zrobienia czegoś, co mnie przerażało, i to się udaje. Nie zawsze się na to decyduję, ale gdy już się to stanie, to duma mnie rozpiera. Mam na myśli głównie pokonywanie trudnych technicznie odcinków w terenie, a w szczególności jazdę w miejscach, które jeszcze do niedawna uważałam za nieosiągalne dla mnie.

Justyna: Najbardziej to oczywiście z wygranej w Rapha Festive 500 (wyzwanie polegające na przejechaniu 500 km w okresie od 24 do 31 grudnia- przyp. red.), później z tego mojego półmaratonu.

Marta: Wszystkie moje „sukcesy” rowerowe cieszą mnie tak samo. Fajnie jest stawać na podium i kto twierdzi inaczej ten kłamie;) Nie ukrywam, że to cholernie miłe, kiedy dzieci zapraszają do domu kolegów czy koleżanki i ci ze zdziwieniem odkrywają wszystkie moje puchary czy medale. Każde „Ojej ciocia to twoje? Suuuper!” jest tak samo niesamowite – choć zdarzyło się to też w wersji: „Ojej ciocia, ty się ścigasz na rowerze?No tak, – A w telewizji cię pokazują? – No wiesz , w telewizji to nie. – Eeeee to lipa”. Ale chyba największym sukcesem jest to, że coś robię. Dzięki współpracy ze strony męża, babć, znajomych i rodzeństwa- mogę cieszyć się z każdego startu. Wymaga to dużej logistyki, ale naprawdę wszystko jest do ogarnięcia i zorganizowania.

fot-Łukasz Szrubkowski- Krystian Maciejczyk
7
12919156_1341155982578124_644024382_n

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Joanna: W najbliższej przyszłości zamierzam w końcu wystartować w jakichś zawodach, bo jak dotąd sezon startowy jeszcze się dla mnie nie rozpoczął. Na razie zrezygnowałam z maratonów, ale brakuje mi ich, więc pewnie w kilku wystartuję. Ale skupiam się przede wszystkim na zawodach enduro.

Justyna: Obecnie staram się jak najwięcej ruszać, aby do grudnia nie przytyć za wiele;(Justyna spodziewa się drugiego dziecka- przyp. red.). Najbliższe wyzwanie do jakiego się przymierzam to przejechnie 17lipca 100km (wyzwanie Rapha).

Marta: Plany na najbliższą przyszłość…ja nie planuję dalej niż na następny tydzień. Zbyt często plany trzeba zmieniać czy modyfikować. Sportowo zamierzam w tym sezonie ‘zrobić generalkę’ w Pucharze Mazowsza XC + kilka maratonów. Pojechać na Mistrzostwa Świata MTB w lipcu (jako kibic oczywiście) i wystartować na Mistrzostwach Polski XC (w kategorii starszych pań). A poza tym? Cieszyć się każdym dniem:)

IMG_4038

Co byś powiedziała dziewczynom, które chciałyby mieć dziecko, ale obawiają się o swoją rowerową przyszłość?

Joanna: Jeśli rower jest dla kogoś prawdziwą pasją, to nie ma się czego obawiać. Powrót jest nieunikniony, prędzej, czy później.

Justyna: Dziecko nie jest żadną przeszkodą w realizacji planów czy marzeń, a my największe sukcesy i przygody zaczęliśmy przeżywać dopiero, kiedy Madzia pojawiła się na świecie:)

Marta: W 99% przypadków dziecko naprawdę nie ogranicza. Jest coraz więcej dziewczyn, które rodzą dzieci i z powodzeniem wracają na trasy. To widać zwłaszcza na dekoracjach – czasami aż dziw bierze jak małe są dzieciaki, z którymi mamy stają na podium. Dużo oczywiście zależy od wsparcia ze strony męża/partnera/całej rodziny, ale najważniejsze według mnie mnie w byciu matką- jest nie zatracenie samej siebie. Po urodzeniu dziecka nie przestajemy być sobą i nie stajemy się tylko matką. Jest bardzo ważne, żeby mieć coś swojego, jakiś kawałek życia, który jest tylko dla nas. Kiedy jestem na trasie nikt nie krzyczy co 5 minut „Mamoooo! A on mnie bije! Mamo gdzie jest mój piórnik? Mamo jeść! Mamo pokrój jabłko! Mamo naszykuj mi spodnie. Mamo co na obiad? Mamo to nie ja! To on!” Jestem tylko ja, mój rower i trasa. Uwierzcie mi dziewczyny – ciężko o lepszą odskocznie od dnia codziennego. No i nic tak nie motywuje do szybszej jazdy jak: „Dajesz mamoooo, szybciej! – Staram się! – No to staraj się bardziej!”

11138599_1109362665757458_5172786880796820325_n

Dziękuję Dziewczynom za nadesłanie odpowiedzi i udostępnienie zdjęć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *